Wesele czyli zabawa która zabawą być nie musi
Bez kategorii, Debaty - Blog.pl, Ja, Z Życia ogólnie Zostaw komentarzOczywiście ślub jest czymś ważnym i jednym z najważniejszych wydarzeń, choć jego znaczenie maleje z biegiem czasu a jego znaczenie nabiera coraz bardziej znaczenia prawnego niż osobistego.
Po takim wydarzeniu wypada urządzić imprezę i choć one stają się coraz częściej małe, kameralne w wąskim gronie znajomych i rodziny, to jednak do rzadkości nie należą tradycyjne wesela.
Tak jak pisałem już kiedyś we wpisie „Dlaczego nienawidzę świąt” nie lubię i staram się za wszelką cenę unikać tego typu imprez.
Niestety nie zawsze się da i nie zawsze można na taki komfort wymiga się sobie pozwolić.
Na weselach oczywiście króluje „muzyka” prosta i w miarę możliwości neutralna, i jest to zupełnie normalne oraz naturalne, jest to impreza gdzie trzeba dogodzić wszystkim, często trzem lub czterem pokoleniom.
Jak wiadomo gdy chce się dogodzić każdemu zazwyczaj nie dogodzi się nikomu, tak więc by bawić się do granej muzyki i by ona nam się podobała musimy łyknąć coś mocniejszego, bo z muzyką jak z kobietami im więcej wina tym ładniejsza.
A jako że do kieliszka trzeba przegryźć coś tłustego a jednocześnie nie odstraszyć bardziej tradycyjnych pokoleń wyszukanymi potrawami nie pozostaje nam nic innego jak bigos i rosołek.
Tu nawet najzdolniejszy kucharz będzie miał problem z wykazaniem się z tego samego powodu co i grajkowie, nie sposób dogodzić wszystkim, trzeba sprawę rozegrać neutralnie, aby nikogo nie odstraszyć.
Po Imprezie której i tak niewiele osób zapamięta z powodu spożytych procentów trzeźwiejemy dzień później. Przypominając sobie wyrywki tego co się działo i nie wypada nic innego jak iść na poprawiny aby uwolnić się od kaca tego alkoholowego jak i moralnego. Dziadkowie lub (i) młoda para dochodząc do siebie po euforii wesela i uświadamiając sobie kredyty do spłacenia zaciągnięte na ową imprezę chętnie towarzyszą gościom w leczeniu kaca głównie moralnego.
Szybkie skalkulowanie czy impreza zwróciła się w prezentach i przechodzimy do codzienności.
14 sie 2010 o 19:31
Współczuję Ci podejścia.
15 sie 2010 o 7:04
Nie ma czego współczuć.
Jestem szczęśliwy będąc kim jestem i jakim jestem.
A że nie toleruję obłudy i rzeczy robionych na pokaz i dla zasady „bo tak trzeba”, „bo co ludzie powiedzą” uznaje za swoją zaletę.
25 sie 2010 o 18:11
też nie lubię ani wesel, ani świąt – zwykły festiwal żarcia i obłudy. Cieszę się, że nie jestem sama.
3 wrz 2010 o 10:05
hmm troche w tym racji, ale trzeba znaleźć złoty środek……..
sam za ok rok biorę ślub i nie bedzie nic na pokaz, ani żadnych kredytów….. robimy tylko to co uznamy za konieczne i no i to na co nas stać, żeby potem nie spłacać kredytów przez pierwsze 5 lat małżeństwa……
zamiast wynajmować 20 metrową limuzynę wolimy pojechać gdzieś po ślubie i nie na pokaz żeby sąsiedzi widzieli tylko sami dla siebie……….